NR 11 / 2012 – II NIEDZIELA WIELKIEGO POSTU

WPROWADZENIE
KATECHEZA
LITURGIA


WIELKOŚĆ WIARY A WIELKOŚĆ OFIARY

Wielkość wiary i miłości do Boga mierzy się wielkością ofiary, jaką w imię tej miłości człowiek gotowy jest ponieść. Na wzgórzu Moria Bóg zażądał od Abrahama ofiary z Izaaka. Chciał, aby oddał Mu tego, którego najbardziej kochał i który stanowił dla niego nadzieję wypełnienia się Bożych obietnic. Poddał Abrahama niezwykle trudnej próbie wiary, a on jej sprostał. Okazał się gotów – w imię posłuszeństwa Panu – ofiarować Mu swego syna. Bóg oszczędził Izaaka. Wystarczyła Mu gotowość.
Ewangelista Marek prowadzi nas na Górę Tabor. Opowiada o przemienieniu Chrystusa wobec uczniów. Ono przygotowało ich na późniejsze odrzucenie Jezusa i Jego śmierć na krzyżu. Przemienienie sprawiło, że Apostołowie inaczej spojrzeli na Mistrza z Nazaretu. Odkryli, że „jest umiłowanym Synem Boga, którego trzeba słuchać”. Zapragnęli pozostać na tej górze, by kontemplować Chrystusa w chwale. Musieli jednak zejść na dół, gdyż na Jezusa czekało inne wzniesienie – Golgota. Leży ono niedaleko świątynnego wzgórza, na którym według tradycji Abraham zbudował ołtarz ofiarny i związał swe ukochane dziecko. Na Golgocie „Bóg nie oszczędził własnego Syna”, jak uczynił to z Izaakiem. Pozwolił, aby dokonała się ofiara Chrystusa – Baranka ofiarnego Nowego Przymierza. Jego krew obmywa nas z grzechów. W Nim i dzięki Niemu żyjemy nadzieją zmartwychwstania i życia wiecznego.
Ofiara Chrystusa ukazuje nam wielkość miłości, jaką Bóg nas obdarzył.

ks. Zbigniew Sobolewski

To jest mój Syn, Jego słuchajcie.
(por. Mk 9,7)


LITURGIA
KATECHEZA
WPROWADZENIE


Góry występują jako dominujący element czytań biblijnych dzisiejszej niedzieli. Góry Moria i Tabor są przede wszystkim miejscem duchowych doświadczeń Boga, miejscem spotkania z Nim i objawienia się Boga, miejscem schronienia i bezpieczeństwa doznawanego tak dotkliwie, że nie chce się schodzić („dobrze nam tu być”). Góra w Biblii jest symbolem bliskości Pana i Jego niewzruszenie trwałej miłości do człowieka. Jednak aby doświadczyć tych dobrodziejstw, trzeba podjąć decyzję: pozostawić na dole swoje posiadłości i niedostatki i wejść na górę – na poziom wiary, który wypiętrza się ponad pochłaniające nas ważne i nieważne sprawy codzienności.

PIERWSZE CZYTANIE (Rdz 22,1-2.9-13.15-18)

W sanktuariach kananejskich, gdzie sprawowano kult pogański, składano ofiary z ludzi. Opis ofiary Abrahama nie jest potwierdzeniem tego, że Jahwe jest Bogiem okrutnym, bezsensownym, niekonsekwentnym, żądnym ludzkiego bólu i śmierci. Jest wprost przeciwnie – narracja ta zawiera potępienie ofiar składanych z ludzi, jak to było praktykowane wśród pogan. Ponadto autor natchniony przekazuje orędzie duchowe, które wydaje się być zrozumiałe w pełni dopiero w świetle Nowego Testamentu. Abraham staje się figurą Ojca, który „własnego Syna nie oszczędził, ale go za nas wydał”, a Izaak figurą Jezusa i Jego zbawczej męki. Ciekawe jest to, że później na górze Moria wzniesiono świątynię Jerozolimską, zaś kilkaset metrów od tej góry został ukrzyżowany Jezus.

Czytanie z Księgi Rodzaju

Bóg wystawił Abrahama na próbę. Rzekł do niego: «Abrahamie!». A gdy on odpowiedział: «Oto jestem», powiedział: «Weź twego syna jedynego, którego miłujesz, Izaaka, idź do kraju Moria i tam złóż go w ofierze na jednym z pagórków, jaki ci wskażę».
A gdy przyszedł na to miejsce, które Bóg wskazał, Abraham zbudował tam ołtarz, ułożył na nim drwa i związawszy syna swego Izaaka, położył go na tych drwach na ołtarzu. Potem Abraham sięgnął ręką po nóż, aby zabić swego syna.
Ale wtedy anioł Pana zawołał na niego z nieba i rzekł: «Abrahamie, Abrahamie!».
A on rzekł: «Oto jestem».
Powiedział mu: «Nie podnoś ręki na chłopca i nie czyń mu nic złego! Teraz poznałem, że boisz się Boga, bo nie odmówiłeś Mi nawet twego jedynego syna».
Abraham, obejrzawszy się poza siebie, spostrzegł barana uwikłanego w zaroślach. Poszedł więc, wziął barana i złożył w ofierze całopalnej zamiast swego syna.
Po czym anioł Pana przemówił głośno z nieba do Abrahama po raz drugi: «Przysięgam na siebie, mówi Pan, że ponieważ uczyniłeś to i nie szczędziłeś syna twego jedynego, będę ci błogosławił i dam ci potomstwo tak liczne, jak gwiazdy na niebie i jak ziarnka piasku na wybrzeżu morza; potomkowie twoi zdobędą warownie twych nieprzyjaciół. Wszystkie ludy ziemi będą sobie życzyć szczęścia na wzór twego potomstwa, dlatego że usłuchałeś mego rozkazu».

PSALM (Ps 116B,10 i 15.16-17.18-19)

Bezgraniczne zaufanie Bogu nie mieści się w ramach ludzkiego rozumu, roztropności, doświadczenia, wyobrażenia. Warto jednak zrezygnować ze wstawiania go w ramy nawet największych zdolności człowieka, do których należy np. rozum, ponieważ takie zaufanie prowadzi do krainy życia, w której ogląda się Boga twarzą w twarz.

Refren: W krainie życia będę widział Boga.

Nawet wtedy ufałem, gdy mówiłem: *
«Jestem w wielkim ucisku».
Cenna jest w oczach Pana *
śmierć świętych Jego. Ref.

O Panie, jestem Twoim sługą, *
jam sługa Twój, syn Twej służebnicy.
Ty rozerwałeś moje kajdany,
Tobie złożę ofiarę pochwalną *
i wezwę imienia Pana. Ref.

Wypełnię me śluby dla Pana *
przed całym Jego ludem.
W dziedzińcach Pańskiego domu, *
pośrodku ciebie, Jeruzalem. Ref.

DRUGIE CZYTANIE (Rz 8,31b-34)

Jezus Chrystus, będąc po prawicy Ojca, wstawia się za nami. Na sądzie w dniu ostatecznym Bóg będzie naszym obrońcą przed wszelkim wrogiem, także przed nami samymi. Bóg w każdej sytuacji jest po stronie człowieka.

Czytanie z Listu świętego Pawła Apostoła do Rzymian

Bracia:
Jeżeli Bóg z nami, któż przeciwko nam? On, który nawet własnego Syna nie oszczędził, ale Go za nas wszystkich wydał, jakże miałby nam wraz z Nim i wszystkiego nie darować? Któż może wystąpić z oskarżeniem przeciw tym, których Bóg wybrał? Czyż Bóg, który usprawiedliwia? Któż może wydać wyrok potępienia? Czy Chrystus Jezus, który poniósł za nas śmierć, co więcej – zmartwychwstał, siedzi po prawicy Boga i przyczynia się za nami?

ŚPIEW PRZED EWANGELIĄ (Por. Mt 17,7)

Aklamacja: Chwała Tobie, Królu wieków.
Z obłoku świetlanego
odezwał się głos Ojca:
«To jest mój Syn umiłowany,
Jego słuchajcie».
Aklamacja: Chwała Tobie, Królu wieków.

EWANGELIA (Mk 9,2-10)

Ewangeliści przekazują tylko dwa momenty, w których daje się słyszeć głos Boga Ojca. Pierwszy to chrzest Jezusa, drugi to przemienienie, a w obydwu momentach Bóg objawia swe ojcostwo, wyznając Synowi miłość: „To jest mój Syn umiłowany”. Bóg otwiera niebo, aby wylać swą miłość na Jezusa i na każdego człowieka. Dowodzą tego słowa Chrystusa, który przed przejściem z tego świata do Ojca modli się: „…aby świat poznał, że Ty ich umiłowałeś, tak jak Mnie umiłowałeś” (J 17,24). Bóg otworzył niebo, aby rozlewać swą miłość, jednak to człowiek ma władzę nad własnym sercem, aby otworzyć je dla napełnienia się miłością Ojca.

Słowa Ewangelii według świętego Marka

Jezus wziął z sobą Piotra, Jakuba i Jana i zaprowadził ich samych osobno na górę wysoką. Tam przemienił się wobec nich. Jego odzienie stało się lśniąco białe tak, jak żaden wytwórca sukna na ziemi wybielić nie zdoła. I ukazał się im Eliasz z Mojżeszem, którzy rozmawiali z Jezusem.
Wtedy Piotr rzekł do Jezusa: «Rabbi, dobrze, że tu jesteśmy; postawimy trzy namioty: jeden dla Ciebie, jeden dla Mojżesza i jeden dla Eliasza». Nie wiedział bowiem, co należy mówić, tak byli przestraszeni.
I zjawił się obłok, osłaniający ich, a z obłoku odezwał się głos: «To jest mój Syn umiłowany, Jego słuchajcie». I zaraz potem, gdy się rozejrzeli, nikogo już nie widzieli przy sobie, tylko samego Jezusa.
A gdy schodzili z góry, przykazał im, aby nikomu nie rozpowiadali o tym, co widzieli, zanim Syn Człowieczy nie powstanie z martwych. Zachowali to polecenie, rozprawiając tylko między sobą, co znaczy powstać z martwych.


KATECHEZA
LITURGIA
WPROWADZENIE


Całun Turyński a fotografia

Secondo Pia, włoski prawnik i fotograf amator, w najśmielszych snach nie mógł przypuszczać, że zdjęcia Całunu Turyńskiego, które miał wykonać w 1898 r., zapoczątkują nową erę badań nad płótnem. Jego zdziwienie było ogromne, gdy na negatywie pojawiła się wyraźna fotograficzna podobizna. Ciemnię fotograficzną Pia tłumnie odwiedzało wówczas grono przedstawicieli dworu książęcego, biskupów, a następnie dziennikarzy. Byli oni pierwszymi, którzy po stuleciach zobaczyli twarz i całe ciało Chrystusa. „Nikt nie widział ich od Wniebowstąpienia… Nie mógłbym czekać ani chwili z podaniem tego do wiadomości publicznej” – napisał reporter genueńskiej gazety.
W czasie kolejnych publicznych pokazów Całun uwieczniano za pomocą aparatów. Wszystkie zdjęcia potwierdziły negatywowy charakter płótna oraz znajdujących się na nim śladów. Zarówno podczas wykonywania fotografii, jak i przy ich obróbce czuwały komisje specjalistów, które wykluczały możliwość jakichkolwiek retuszy.
Obserwator Całunu stojący przed płótnem koloru kości słoniowej dostrzega nieco ciemniejsze wypukłości ludzkiego ciała. Jednak dopiero pierwsze fotografie pozwoliły dostrzec efekt negatywowy tego niezwykłego obrazu (jedynie ślady krwi są w pozytywie). Na światłoczułych kliszach odwrócone zostały czarno-białe płaszczyzny. Wówczas trudno widoczna dla ludzkiego oka postać stała się bardzo wyraźna. Papież Paweł VI wspominał, że gdy jako młody kapłan zobaczył to zdjęcie, wizerunek na nim był „tak prawdziwy, tak pełen głębi, tak ludzki i boski zarazem, jak tego nie byliśmy w stanie czcić i wielbić w żadnym innym wizerunku”.
Stworzenie obrazu, który przedstawia Całun, byłoby dla człowieka bardzo trudne, wręcz niemożliwe. Starania takie podjęli jednak zawodowi graficy – Reffo i Cussetti. Rezultat ich pracy, w zestawieniu z oryginałem czy chociażby pierwszym zdjęciem, wydaje się być amatorszczyzną. Dla średniowiecznego twórcy realizacja takiego zadania staje się tym bardziej nieosiągalna, ponieważ nie znał on ani fotografii, ani zjawiska wizerunku negatywowego (odkryto je dopiero w 1840 r.). Próba odtworzenia tonacji barw odwrotnych do obserwowanych w naturze przed wynalezieniem fotografii byłaby o tyle skomplikowana, że nie można by jej w żaden sposób zweryfikować.
Łaciński źródłosłów fotografii – „rysować za pomocą światła” – może być kluczem do zrozumienia, w jaki sposób powstał wizerunek na Całunie z Turynu, ale dodatkowo pięknie oddaje on teologię zmartwychwstania.

Przemysław Radzyński