NR 19 / 2016 – PONIEDZIAŁEK W OKTAWIE WIELKANOCY

WPROWADZENIE
KATECHEZA
LITURGIA


PIERWSZY KROK

Jeśli chcemy spotkać Pana Jezusa, to musimy wyruszyć w drogę. Opuścić to, co znamy, i zaryzykować pójście w nieznane. W przeciwnym razie przez całe lata możemy być chrześcijanami, którzy nigdy nie spotkali Zmartwychwstałego.
Dzisiejsza Ewangelia jest pełna ruchu i dynamizmu. Niewiasty, które wybrały się do grobu, spotykają Jezusa żywego. Posłane do uczniów mają zachęcić ich do tego, aby poszli do Galilei, gdzie Go zobaczą. Trzeba bowiem wyruszyć w drogę, aby spotkać Chrystusa. On sam nas na tej drodze odnajdzie i będzie nam towarzyszył, ale pierwszy krok należy do nas. Pan Jezus przez własne życie, śmierć i zmartwychwstanie, już Go uczynił.
Jeśli nie zdecydujemy się na ów krok, to możemy dołączyć do grona tych, którzy, jak słuchacze pogłoski rozpowszechnionej przez żołnierzy, wiedzą coś wprawdzie o Chrystusie, ale jest to dalekie od prawdy. Nie mówiąc już o tym, że zabraknie nam tej przemieniającej siły wynikającej z osobistego z Nim spotkania.
Chrześcijaństwo samo w sobie jest drogą do Pana Boga. Każdy nasz dzień powinien być taką wędrówką. Często jednak przez własne wybory odchodzimy od Niego, ale On wciąż wzywa nas do powrotu. Zachęca, abyśmy nasze słabości zanurzali w śmierci i zmartwychwstaniu Jezusa, czyli korzystali z sakramentów świętych. Dzięki temu zawsze możemy być przyobleczeni w białą szatę, którą otrzymaliśmy na chrzcie świętym.
Niech wypowiedziane dzisiaj przez Pana Jezusa wezwanie: „Nie bójcie się” doda nam odwagi, abyśmy każdego dnia wyruszali w drogę prowadzącą do Niego. Bez względu na to, jak daleko już odeszliśmy.

o. Daniel Stabryła – benedyktyn


LITURGIA
KATECHEZA
WPROWADZENIE


Zmartwychwstały Pan nie jest nieobecny. Przeciwnie, zanim wstąpi do nieba, by zasiąść po prawicy Ojca, wielokrotnie ukaże się swoim uczniom. Słowo: „Witajcie”, które Jezus wypowiada dziś do niewiast, skierowane jest do wszystkich. Jezus Zmartwychwstały jest pośród nas. To On zwołał nas, byśmy świętowali Jego i naszą Paschę, to znaczy przejście ze śmierci do życia.

PIERWSZE CZYTANIE(Dz 2,14.22-32)
Pan Jezus umarł za grzechy wszystkich ludzi, także za nasze. To one są właściwym sprawcą Jego śmierci. Wprawdzie do krzyża przybiły Jezusa ręce bezbożnych ludzi tamtego dnia i miejsca, ale zabiliśmy Go przecież wszyscy. „Przybiliście rękami bezbożnych do krzyża i zabiliście” – mówi Piotr do współczesnych mu Żydów. Dzisiaj mówi tak do nas wszystkich.

Czytanie z Dziejów Apostolskich
W dniu Pięćdziesiątnicy stanął Piotr razem z Jedenastoma i przemówił donośnym głosem:
«Mężowie Judejczycy i wszyscy mieszkańcy Jerozolimy, przyjmijcie do wiadomości i posłuchajcie uważnie mych słów.
Mężowie izraelscy, słuchajcie tego, co mówię: Jezusa Nazarejczyka, Męża, którego posłannictwo Bóg potwierdził wam niezwykłymi czynami, cudami i znakami, jakich Bóg przez Niego dokonał wśród was, o czym sami wiecie, tego Męża, który z woli, postanowienia i przewidzenia Bożego został wydany, przybiliście rękami bezbożnych do krzyża i zabiliście. Lecz Bóg wskrzesił Go, zerwawszy więzy śmierci, gdyż niemożliwe było, aby ona panowała nad Nim.
Dawid bowiem mówił o Nim: „Miałem Pana zawsze przed oczami, gdyż stoi po mojej prawicy, abym się nie zachwiał. Dlatego ucieszyło się moje serce i rozradował się mój język, także i moje ciało spoczywać będzie w nadziei, że nie zostawisz duszy mojej w Otchłani ani nie dasz Świętemu Twemu ulec skażeniu. Dałeś mi poznać drogi życia i napełnisz mnie radością przed obliczem Twoim”.
Bracia, wolno powiedzieć do was otwarcie, że patriarcha Dawid umarł i został pochowany w grobie, który znajduje się u nas aż po dzień dzisiejszy. Zatem jako prorok, który wiedział, że Bóg przysiągł mu uroczyście, iż jego potomek zasiądzie na jego tronie, widział przyszłość i przepowiedział zmartwychwstanie Mesjasza, że ani nie pozostanie w Otchłani, ani ciało Jego nie ulegnie rozkładowi.
Tego właśnie Jezusa wskrzesił Bóg, a my wszyscy jesteśmy tego świadkami».

PSALM(Ps 16,1-2a i 5.7-8.9-10.11)
Jakże często grób wydaje się ostatnim miejscem związanym z życiem człowieka. Tu się ono kończy – mówimy sobie, stojąc przy mogiłach najbliższych. Ale to nieprawda. Grób jest stanem przejściowym. Taki był dla Jezusa. Taki będzie dla każdego z nas. Bo Pan nie dopuści, by na zawsze w grobie pozostało ciało, które sam stworzył, a w kraju zmarłych dusza, którą sam tchnął w nasze ciało.

Refren: Strzeż mnie, o Boże, Tobie zaufałem.
lub: Alleluja.

Zachowaj mnie, Boże, bo uciekam się do Ciebie, *
mówię do Pana: «Tyś jest Panem moim».
Pan moim dziedzictwem i przeznaczeniem, *
to On mój los zabezpiecza. Ref.

Błogosławię Pana, który dał mi rozsądek, *
bo serce napomina mnie nawet nocą.
Zawsze stawiam sobie Pana przed oczy, *
On jest po mojej prawicy, nic mną nie zachwieje. Ref.

Dlatego cieszy się moje serce i dusza raduje, *
a ciało moje będzie spoczywać bezpiecznie,
bo w kraju zmarłych duszy mej nie zostawisz *
i nie dopuścisz, bym pozostał w grobie. Ref.

Ty ścieżkę życia mi ukażesz, *
pełnię Twojej radości
i wieczną rozkosz *
po Twojej prawicy.Ref.

ŚPIEW PRZED EWANGELIĄ(Ps 118,24)
Aklamacja: Alleluja, alleluja, alleluja.
Oto dzień, który Pan uczynił,
radujmy się w nim i weselmy.
Aklamacja: Alleluja, alleluja, alleluja.

EWANGELIA(Mt 28,8-15)
Co zrobić z wiadomością o pustym grobie Pana? Czy można ją zatrzymać dla siebie? Niewiasty pobiegły oznajmić tę prawdę uczniom Jezusa. Zrobiły to z bojaźnią, ale i z wielką radością. Trzeba je naśladować, ale tylko w radości, „albowiem nie dał nam Bóg ducha bojaźni, ale mocy i miłości” (2Tm 1,7).

Słowa Ewangelii według świętego Mateusza
Gdy anioł przemówił do niewiast, one pospiesznie oddaliły się od grobu z bojaźnią i wielką radością i biegły oznajmić to Jego uczniom.
A oto Jezus stanął przed nimi i rzekł: «Witajcie». One zbliżyły do Niego, objęły Go za nogi i oddały Mu pokłon. A Jezus rzekł do nich: «Nie bójcie się. Idźcie i oznajmijcie moim braciom: niech idą do Galilei, tam Mnie zobaczą».
Gdy one były w drodze, niektórzy ze straży przyszli do miasta i powiadomili arcykapłanów o wszystkim, co zaszło. Ci zebrali się ze starszymi, a po naradzie dali żołnierzom sporo pieniędzy i rzekli: «Rozpowiadajcie tak: Jego uczniowie przyszli w nocy i wykradli Go, gdyśmy spali. A gdyby to doszło do uszu namiestnika, my z nim pomówimy i wybawimy was z kłopotu».
Oni zaś wzięli pieniądze i uczynili, jak ich pouczono. I tak rozniosła się ta pogłoska między Żydami i trwa aż do dnia dzisiejszego.


KATECHEZA
LITURGIA
WPROWADZENIE


Ty pójdź za mną

Poniedziałek Wielkanocny jest liturgiczną rocznicą mego kapłaństwa. W tym roku mija już 56 lat od przyjęcia sakramentu święceń. Dzień ten skłania do głębszych refleksji i do wyrażenia Bogu wdzięczności za łaskę powołania. Apostoł Paweł zachęca do „przypatrzenia się powołaniu naszemu” (1Kor 1,26). Kapłaństwo bowiem jest wezwaniem szczególnym, stąd przestroga: „I nikt sam sobie nie bierze tej godności, lecz tylko ten, kto jest powołany przez Boga” (Hbr 5,4).

Powołanie
Sobór Watykański II poszerzył znaczenie terminu „powołanie”; mówi bowiem o powołaniu człowieka, o powołaniu chrześcijańskim, o powołaniu do życia małżeńskiego i rodzinnego. Na tym tle kapłaństwo jest jedną z możliwych form realizowania powołania do pójścia za Chrystusem, który kieruje wezwanie: „Pójdź za Mną!” (Mk 1,17; 2,14). Trudno jest mi podać jakiś konkretny moment Chrystusowego powołania. W każdym razie, odpowiedź na wezwanie do pójścia za Nim była długo przygotowywana. Wezwanie takie odczytałem już w mojej świadomości chłopięcej i było ono utrwalane w latach młodzieńczych. Świadczy o tym m.in. wybór szkoły średniej w trudnych dla Kościoła latach stalinizmu (Gimnazjum i Liceum Biskupie w Lublinie) i zetknięcie się z dobrymi wychowawcami: o. Szczepanem Jaroszewskim OP, ks. Józefem Tatarczakiem i ks. Henrykiem Strąkowskim, późniejszym biskupem, który okazał mi dużo życzliwości. Ich postawa, rozmowy z nimi i sposób bycia pociągały do kapłaństwa. Pojawiały się jednak znaki zapytania i pewne niepokoje związane z sytuacją Kościoła. Spotkany w tym czasie na przyjęciu weselnym I sekretarz Komitetu Miejskiego PZPR w dużym mieście groził mi: „My już niedługo wywieziemy księży na Sybir, a ornaty i kielichy mszalne wyrzucimy do Wisły”. Takie były wówczas, w 1950 r. marzenia i zamierzenia kierującej Polską partii komunistycznej. Wszystkie jednak wątpliwości rozwiązywali wspomniani Wychowawcy, a w Seminarium Duchownym ojcowie duchowni − ks. Karol Konopka i ks. Bogumił Efner. Osoby te wspominam z dużym szacunkiem i wdzięcznością. Jakże tu nie wspomnieć swoich Rodziców, a zwłaszcza Matki, która w niedługim czasie po moich narodzinach w 1936 r. (podobno byłem bardzo chory, toteż ochrzczono mnie w dniu urodzin w kościele parafialnym w Klementowicach), pomimo listopadowej pogody, udała się pieszo do Matki Bożej Kębelskiej w Wąwolnicy (ok. 10 km), pozostawiając mnie u swojej siostry w Karmanowicach. Ta pielgrzymka była jej tajemnicą, a nie wykluczam, że wiązała się z genezą mego kapłańskiego powołania. Mogę powtórzyć za Psalmistą: „Tobie [Boże] od urodzenia zostałem oddany, od wyjścia z łona matki jesteś moim Bogiem” (Ps 22,11).

Realizacja powołania
Myślą i sercem powracam do kościoła seminaryjnego, w którym 18 kwietnia 1960 r. Biskup Lubelski Piotr Kałwa włożył na mnie i 23 moich kolegów ręce, przekazując nam sakramentalną łaskę kapłaństwa. Kapłaństwo osiągane przez nas w warunkach wrogiego dla Kościoła systemu komunistycznego nabierało dla nas szczególnej wartości. W momencie święceń rozpoczęła się droga powołania kapłańskiego, droga, która trwa do końca życia. Pan wzywa prezbiterów do różnych zadań i posług wynikających z tego powołania. Ale oprócz nich pozostaje wciąż sam podstawowy fakt „bycia kapłanem”. Przez różne sytuacje i okoliczności życia kapłan jest wzywany do potwierdzania swego pierwotnego wyboru, do dawania wciąż na nowo odpowiedzi na Boże wezwanie. Życie kapłańskie, podobnie jak autentyczne życie chrześcijańskie, jest ciągiem odpowiedzi dawanych wzywającemu Bogu.
Poczytuję sobie za wielkie szczęście to, że po rocznej pracy duszpasterskiej w Biskupicach i w Puławach zostałem skierowany na studia specjalistyczne na Katolickim Uniwersytecie Lubelskim. Nie zerwałem jednak z pracą duszpasterską, do której powróciłem na sześć lat po odbytych studiach. Praca naukowa pogłębiła niewątpliwie moje patrzenie na świat i życie Kościoła. Warto zauważyć, że w Seminarium Duchownym studiowałem przed Soborem Watykańskim II, natomiast studia specjalistyczne realizowałem w czasie trwania tegoż Soboru i tuż po jego zakończeniu. Spoczął na mnie potem obowiązek, zwłaszcza na katedrze uniwersyteckiej, przekazywania słowem i piórem zdrowej nauki Kościoła. Czy dobrze się z tych zadań wywiązałem? − tego nie wiem. Wciąż odczuwam jednak niedosyt z powodu swoich niedociągnięć, ponieważ zawsze można było lepiej.
Radosne „Alleluja” w łączności z Magnificat Maryi i Te Deum laudamus oraz Miserere mei, Deus niech dopełniają moje przeżycia wdzięczności, ale i przeproszenia wobec Tego, który powołał mnie w swojej niezgłębionej Miłości i Mądrości do służby w Kościele. Obym u kresu swojej drogi kapłańskiej mógł usłyszeć słowa Chrystusa, Najwyższego Kapłana: „Dobrze, sługo dobry i wierny […], wejdź do radości twego Pana” (Mt 25,21).

ks. Jerzy Misiurek