NR 64 / 2012 – ŚWIĘTO ŚW. SZCZEPANA, PIERWSZEGO MĘCZENNIKA

WPROWADZENIE
KATECHEZA
LITURGIA


JEZUS TO DAR, ZADANIE I MOC

Każdy z nas pragnie spokoju, harmonii, poczucia bezpieczeństwa. Z tym wszystkim kojarzą nam się święta Bożego Narodzenia. Zasiadamy z rodziną przy stole, śpiewamy kolędy, potem odwiedzamy przyjaciół. Jest to czas, na który czekamy cały rok. Lecz życie ludzkie jest bardziej skomplikowane i bogate. Dzisiejsze słowa Jezusa z Ewangelii: „Miejcie się na baczności przed ludźmi” (Mt 10,17) w pewnym sensie przypominają nam o tym.
Jeszcze mamy w sobie światło lampek na choince, jeszcze w oczach twarze uśmiechniętych bliskich nam ludzi, a tu takie słowa! Jezus w ten sposób przypomina nam, że On nie jest jednym z podarków, który otrzymujemy „pod choinką”. Chrystus to dar i zadanie dla każdego z nas. Wiara w Niego nie jest tylko moją prywatnością. Jest światłem, które otrzymałem, aby ponieść je i przekazać dalej. Świadczenie o tym, że wierzę w Chrystusa czasem bardzo dużo mnie kosztuje. Jezus mówi dziś apostołom, nie tylko o prześladowaniu, ale też o samotności, o wykluczeniu, o odrzuceniu przez społeczność. I o tej najokrutniejszej samotności niezrozumienia i odrzucenia przez rodzinę.
Perspektywa ta może napełnić nas lękiem, dlatego dziś Chrystus daje nam patrona i pomocnika w składaniu świadectwa wiary ‒ św. Szczepana. Otoczony nienawiścią, agresją, brutalnością, sam pozostaje czysty. Nie podnosi głosu, nie oskarża, nie potępia. Szczepan, umierając, przebacza. A potem jego śmierć wydaje przedziwny owoc, nawrócenie Szawła. Odmieniony Paweł, który kiedyś był Szawłem, poniesie światło Jezusa Chrystusa dalej.

o. Tomasz Słowiński ‒ dominikanin


LITURGIA
KATECHEZA
WPROWADZENIE


Radość z przyjścia na świat Pana Jezusa przechodzi w refleksję nad życiem i śmiercią Chrystusa. Święty Szczepan wprowadza nas w misję Nowonarodzonego. Jezus przychodzi na ziemię, aby oddać za nas życie. Prawda ta jest szokująca i dla niektórych niewygodna. Tak jak niewygodna była dla prześladowców Szczepana.

PIERWSZE CZYTANIE(Dz 6,8-10;7,54-60)

Pan Bóg obdarzył Szczepana niezwykłymi darami. Jego słowa miały w sobie Bożą mądrość i moc Ducha Świętego. Przeciwnicy byli bezsilni wobec tego, co mówił. Postanowili go usunąć ze swej drogi. Szczepan w męczeńskiej śmierci upodobnił się do swego mistrza Chrystusa. Ostatnie jego słowa są takie same jak te wypowiedziane przez Jezusa na krzyżu.

Czytanie z Dziejów Apostolskich

Szczepan pełen łaski i mocy działał cuda i znaki wielkie wśród ludu. Niektórzy zaś z synagogi, zwanej synagogą Libertynów i Cyrenejczyków, i Aleksandryjczyków, i tych, którzy pochodzili z Cylicji i z Azji, wystąpili do rozprawy ze Szczepanem. Nie mogli jednak sprostać mądrości i Duchowi, z którego natchnienia przemawiał.
Gdy usłyszeli to, co mówił, zawrzały gniewem ich serca i zgrzytali zębami na niego.
A on pełen Ducha Świętego patrzył w niebo i ujrzał chwałę Bożą i Jezusa, stojącego po prawicy Boga. I rzekł: «Widzę niebo otwarte i Syna Człowieczego, stojącego po prawicy Boga».
A oni podnieśli wielki krzyk, zatkali sobie uszy i rzucili się na niego wszyscy razem. Wyrzucili go poza miasto i kamienowali, a świadkowie złożyli swe szaty u stóp młodzieńca, zwanego Szawłem.
Tak kamienowali Szczepana, który modlił się: «Panie Jezu, przyjmij ducha mego!». A gdy osunął się na kolana, zawołał głośno: «Panie, nie poczytaj im tego grzechu».
Po tych słowach skonał.

PSALM(Ps 31,3cd-4.6 i 8ab.16-17)

Psalmy to zbiór pieśni modlitw Izraela. Psalmami modlił się też Jezus. Gdy umierał na krzyżu, wypowiadał słowa Psalmu 31: „W Twoje ręce oddaję ducha mego”. Tak samo modli się Szczepan, gdy oddaje życia dla Jezusa. Pierwszy męczennik w tajemniczy sposób uczestniczy w śmierci Chrystusa na krzyżu. Każde nasze cierpienie jest zanurzone w cierpieniu Jezusa.

Refren:W ręce Twe, Panie, składam ducha mego.

Bądź dla mnie skałą schronienia, *
warownią, która ocala.
Ty bowiem jesteś moją skałą i twierdzą, *
kieruj mną i prowadź przez wzgląd na swe imię.Ref.

W ręce Twoje powierzam ducha mego: *
Ty mnie odkupisz, Panie, Boże.
Weselę się i cieszę się Twoim miłosierdziem, *
boś wejrzał na moją nędzę.Ref.

W Twoim ręku są moje losy, *
wyrwij mnie z rąk wrogów i prześladowców.
Niech Twoje oblicze zajaśnieje nad Twym sługą: *
wybaw mnie w swym miłosierdziu.Ref.

ŚPIEW PRZED EWANGELIĄ(Ps 118,26a i 27a)

Aklamacja: Alleluja, alleluja, alleluja.
Błogosławiony, który przybywa w imię Pańskie,
Pan jest Bogiem i daje nam światło.
Aklamacja: Alleluja, alleluja, alleluja.

EWANGELIA(Mt 10,17-22)

Droga za Jezusem to również droga męczeństwa. Oddawanie życia, nie tylko fizycznie, ale też duchowo: ofiarowanie, poświęcenie czegoś dla Jezusa. Czasem to coś małego, ale gdy wiele wysiłku nas to kosztuje, staje się męczeństwem. Pierwsi uczniowie Jezusa w większości oddali fizycznie swoje życie. Byli prześladowani, męczeni, zabijani. Złożyli siebie w ofierze, abyśmy teraz mogli swobodnie wyznawać wiarę w Jezusa Chrystusa. Wciąż jeszcze są miejsca na świecie, gdzie chrześcijanie są prześladowani, naszym obowiązkiem jest wspieranie ich modlitwą, proszenie Boga za oprawców, aby odwrócili się od zła.

Słowa Ewangelii według świętego Mateusza

Jezus powiedział do swoich Apostołów:
«Miejcie się na baczności przed ludźmi. Będą was wydawać sądom i w swych synagogach będą was biczować. Nawet przed namiestników i królów będą was wodzić z mego powodu, na świadectwo im i poganom. Kiedy was wydadzą, nie martwcie się o to, jak ani co macie mówić. W owej bowiem godzinie będzie wam poddane, co macie mówić.
Gdyż nie wy będziecie mówili, lecz Duch Ojca waszego będzie mówił przez was. Brat wyda brata na śmierć i ojciec syna; dzieci powstaną przeciw rodzicom i o śmierć ich przyprawią. Będziecie w nienawiści u wszystkich z powodu mego imienia. Lecz kto wytrwa do końca, ten będzie zbawiony».


KATECHEZA
LITURGIA
WPROWADZENIE


Radziecka szkoła, wojna, zęby, stuła i fiołki

Jestem szczęśliwym kapłanem i nigdy nie żałowałem swojego wyboru. Doznałem wielu trudności, ale miały one sens. Moje przeżycia pomogły mi potem rozumieć ludzi, do których byłem posłany.
Urodziłem się 11 października 1924 roku w Kowlu na Wołyniu (obecnie Ukraina) w rodzinie religijnej i patriotycznej. O kapłaństwie zacząłem myśleć, gdy zostałem ministrantem. W roku 1939, po napaści Rosji Sowieckiej na Polskę musiałem kontynuować naukę w szkole radzieckiej. Po tzw. lekcjach historii religii doświadczyłem wątpliwości w wierze. Uświadomiłem sobie, że muszę poznać moją wiarę. Ksiądz prefekt pożyczył mi podręcznik teologii dogmatycznej dla kleryków. Lektura ta uspokoiła mnie. Poczułem, że chcę pomagać innym wątpiącym.
W roku 1942 wstąpiłem do Armii Krajowej i zostałem łącznikiem. Śmierć była bardzo blisko, ale Pan Bóg opiekował się mną. W maju 1944 roku, w czasie pobytu w rodzinnym mieście Kowlu zostałem aresztowany przez Niemców. Nocą, kiedy jechałem do obozu na Majdanku, uciekłem z transportu.

Opatrzność czuwała
Gdy udawałem się do znajomych w Rabce Zdroju na dworcu w Krakowie groziło mi ponowne aresztowanie. Tym razem uratowała mnie znajomość języka ukraińskiego, gdyż Ukraińcy wyjeżdżający na roboty do Niemiec przygarnęli mnie do siebie jak swojego.
W Rabce Zdroju zaprzyjaźniony lekarz stomatolog przyjął mnie jak syna i zatrudnił w swoim gabinecie jako protetyka dentystycznego. Jednym z naszych pacjentów był książę kard. Adam Sapieha, metropolita krakowski, który poznawszy moją historię, zaprosił mnie, abym służył mu do Mszy św. Później zabierał mnie na górskie spacery, które odbywał w towarzystwie swoich sekretarzy. Dzięki temu mogłem przysłuchiwać się ciekawym dyskusjom filozoficzno-teologicznym, które ponownie obudziły we mnie tęsknotę do kapłaństwa. Wkrótce Książę zaproponował mi studia w Seminarium Duchownym w Krakowie. Ponieważ jednak moja rodzina po wojnie osiedliła się w Chełmie Lubelskim 1 października 1945 roku wstąpiłem do Lubelskiego Seminarium Duchownego. Gdybym przyjął zaproszenie Kardynała, to miałbym zaszczyt przygotowywać się do kapłaństwa razem z przyszłym papieżem bł. Janem Pawłem II.
Święcenia diakońskie otrzymałem z rąk kard. Stefana Wyszyńskiego, a święceń kapłańskich udzielił mi bp Piotr Kałwa 25 czerwca 1950 roku. Później podjąłem studia filozoficzne na KUL-u. Po ich ukończeniu zaproponowano mi funkcję prefekta kleryków i wykłady w seminarium lubelskim. Ja jednak wolałem pracę duszpasterską. Posługa w parafiach dała mi dużo szczęścia i osobistego zadowolenia. Radości tej nie zabrała nawet Służba Bezpieczeństwa, która przez długi czas utrudniała mi kapłańskie życie.

Posłany, by służyć
Pracę parafialną łączyłem przez ok. 40 lat z posługą diecezjalnego duszpasterza głuchoniemych. Biskup wysłał mnie na kurs języka migowego, a reszty nauczyłem się od osób głuchych. Z czasem w języku migowym zacząłem odprawiać Msze św. i wygłaszać kazania. Prowadziłem też lekcje religii w Ośrodku Szkolno-Wychowawczym dla Dzieci Słabosłyszących i Niesłyszących w Lublinie. Praca ta dawała mi dużo satysfakcji. Przez znajomość języka i ciągły kontakt z wiernymi potrafiłem przekazać tym osobom prawdy wiary i przygotowywać ich do udziału w życiu Kościoła. Ogromnie mnie to wiązało z tymi ludźmi.
Ponieważ byłem partyzantem, mianowano mnie kapelanem środowiska lubelskiego 27 Wołyńskiej Dywizji Piechoty AK. Funkcję tę sprawowałem przez 10 lat, dopóki wystarczało mi zdrowia. Jako dawny partyzant otrzymałem stopień kapitana WP, a potem Krzyż AK, Krzyż Partyzancki, Złoty Krzyż Zasługi i Krzyż Oficerski Polonia Restituta z rąk śp. prezydenta Lecha Kaczyńskiego.

Fiołki i nadzieja
Posługę kapłańską w ostatnich latach utrudniła mi choroba. Doznałem udaru kręgosłupa i przez pół roku poruszałem się na wózku inwalidzkim. Kiedy lekarze stracili nadzieję, że moje ręce i nogi znów będą sprawne stał się cud. Zostałem uzdrowiony za przyczyną św. o. Pio. W przeddzień tego wydarzenia doznałem daru mistycznego zapachu fiołków. Wówczas zorientowałem się, że święty kapucyn przychodzi do mnie z pomocą.
Kapłaństwo jest dla mnie wielkim powołaniem i wezwaniem do służby Panu Bogu i ludziom. Trwam w nim już ponad 60 lat. Doświadczywszy ateizacji, wojny i okupacji, poczułem pragnienie, by pomagać ludziom w drodze do Boga i do zbawienia. Uświadomiłem sobie, że wiele osób jest nieszczęśliwych, bo nie mają w sobie Jezusa. Są smutni, ponieważ Go stracili i nie mogą swojego życia układać według Ewangelii. Tu było źródło ich okrucieństwa. Gdyby mieli Boga, ich życie byłoby inne. Uważałem, że skoro zostałem kapłanem, to powinienem pomagać ludziom w obronie przed złem, przed wzajemną nienawiścią i wojną. Teraz, gdy znów mogę chodzić, ponownie służę tam, gdzie mnie proszą.

ks. Zbigniewa Staszkiewicza wysłuchała Agnieszka Wawryniuk