NR 64 / 2017 – ŚWIĘTO ŚWIĘTEGO SZCZEPANA, PIERWSZEGO MĘCZENNIKA

WPROWADZENIE
KATECHEZA
LITURGIA


TRUDNA DECYZJA

Dobro pojawiające się w świecie cieszy tych, którzy są z Boga.
Jezus, którego narodziny świętujemy, stał się źródłem światła i niekłamanej radości dla tych, którzy Go z wiarą przyjęli. Przyzwyczajeni do sielankowego spędzania świąt, do ich „magii” rodzinnej i ciepła, ze zdumieniem stwierdzamy, że może być inaczej; że jest na świecie wielu ludzi, którzy, słysząc o Betlejem, płoną gniewem i złością oraz zgrzytają zębami jak słuchacze diakona Szczepana (I czytanie). Nienawidzą Świąt i treści, które niosą.
Bywa, że przeżycia świąteczne skupione na wigilii i pasterce, na sianku i gipsowej figurce „Jezuska” utrudniają nam przyjęcie prawdy, że wiara kosztuje. Jest trudem, ale też i walką. Ciemność nie oddaje pola światłu bez walki. Bycie wierzącym wymaga ofiary z siebie, a nie jest zaproszeniem na zimową wyprzedaż.
Wpatrzeni w Szczepana, konsekwentnie broniącego swej wiary w Jezusa, mamy świadomość, że Ewangelia stawia i nas wobec jednoznacznego wyboru – opowiedzenia się „za” lub „przeciw”. Wiara dzieli dogłębnie, także współczesnych ludzi. Świat nie zostawia miejsca na bycie tylko trochę lub chwilami chrześcijaninem (Ewangelia). Opowiedzenie się za Chrystusem jest powodem odrzucenia, wykluczenia, szyderstw, prześladowań, a nawet śmierci. Mówią nam o tym współcześni chrześcijanie – męczennicy w Syrii, Egipcie, Nigerii i wielu innych krajach. Oni płacą wysoką cenę za prawdę i zbawienie w Chrystusie. A my? Czy jesteśmy konsekwentni w wierze? Czy bylibyśmy gotowi wytrwać w wierze wśród prześladowań? Czy wiara w Chrystusa jest w nas silniejsza od lęku o samych siebie?

ks. Zbigniew Sobolewski


LITURGIA
KATECHEZA
WPROWADZENIE


W drugi dzień świąt Bożego Narodzenia czcimy świętego Szczepana, pierwszego męczennika. Oddał życie za Chrystusa jako Jego świadek. My też mamy świadczyć o Chrystusie na różne sposoby. Przez osobiste słowa i czyny, a także przez wspieranie dobrych dzieł. Dziś słuchamy Listu rektora KUL-u lub innej katolickiej uczelni (w Metropolii Krakowskiej – Uniwersytetu Papieskiego Jana Pawła II w Krakowie) i składamy ofiary na katolickie uczelnie. Módlmy się, by jak najlepiej wypełniły swoje posłannictwo. Również dziś przeżywamy uroczyste posłania Kolędników Misyjnych.

PIERWSZE CZYTANIE (Dz 6,8-10;7,54-60)
Święty Szczepan należał do siedmiu pomocników Apostołów. Ich pierwszym zadaniem była troska o potrzebujących. Jednak niektórzy z siedmiu – zwłaszcza Szczepan i Filip – od razu zaczęli głosić słowo Boże. Szczepan z wielkim zapałem i przekonaniem przemawiał do przybyłych do Jerozolimy Żydów mieszkających poza Palestyną. Ale odrzucono jego świadectwo. Przebaczył swoim zabójcom jak Chrystus. Jego męczeńska śmierć przez ukamienowanie przyczyniła się do nawrócenia wielu.

Czytanie z Dziejów Apostolskich
Szczepan pełen łaski i mocy działał cuda i znaki wielkie wśród ludu. Niektórzy zaś z synagogi, zwanej synagogą Libertynów i Cyrenejczyków, i Aleksandryjczyków, i tych, którzy pochodzili z Cylicji i z Azji, przystąpili do rozprawy ze Szczepanem. Nie mogli jednak sprostać mądrości i Duchowi, z którego natchnienia przemawiał.
Gdy usłyszeli to, co mówił, zawrzały gniewem ich serca i zgrzytali zębami na niego.
A on pełen Ducha Świętego patrzył w niebo i ujrzał chwałę Bożą i Jezusa, stojącego po prawicy Boga. I rzekł: «Widzę niebo otwarte i Syna Człowieczego, stojącego po prawicy Boga».
A oni podnieśli wielki krzyk, zatkali sobie uszy i rzucili się na niego wszyscy razem. Wyrzucili go poza miasto i kamienowali, a świadkowie złożyli swe szaty u stóp młodzieńca, zwanego Szawłem.
Tak kamienowali Szczepana, który modlił się: «Panie Jezu, przyjmij ducha mego!». A gdy osunął się na kolana, zawołał głośno: «Panie, nie poczytaj im tego grzechu». Po tych słowach skonał.
Oto słowo Boże.

PSALM (Ps 31,3cd-4.6 i 8ab.16-17)

Jako refren Psalmu (Ps 31,6) powtarzamy słowa, które wypowiedział najpierw Chrystus na krzyżu (Łk 23,46). Potem również dzisiejszy patron (Dz 7,59), kierując je do Pana Jezusa. My też powierzamy Mu całe nasze życie. Powierzamy nasze radości i cierpienia. Ufamy, że On nam zawsze pomoże. Również w Nim nasze cierpienie może mieć głęboki sens.

Refren: W ręce Twe, Panie, składam ducha mego.

Bądź dla mnie skałą schronienia, *
warownią, która ocala.
Ty bowiem jesteś moją skałą i twierdzą, *
kieruj mną i prowadź przez wzgląd na swe imię.

W ręce Twoje powierzam ducha mego: *
Ty mnie odkupisz, Panie, wierny Boże.
Weselę się i cieszę Twoim miłosierdziem, *
boś wejrzał na moją nędzę.

W Twoim ręku są moje losy, *
wyrwij mnie z rąk wrogów i prześladowców.
Niech Twoje oblicze zajaśnieje nad Twym sługą: *
wybaw mnie w swym miłosierdziu.

ŚPIEW PRZED EWANGELIĄ (Ps 118,26a i 27a)
Aklamacja: Alleluja, alleluja, alleluja.
Błogosławiony, który przybywa w imię Pańskie,
Pan jest Bogiem i daje nam światło.
Aklamacja: Alleluja, alleluja, alleluja.

EWANGELIA (Mt 10,17-22)
Pan Jezus zapowiada swym uczniom prześladowania. Zostaną postawieni przed ludzkimi sądami. Tak jak On został postawiony przed żydowskim sądem religijnym, a potem przed państwowym, rzymskim. Mówi to na początku swej działalności, wysyłając Apostołów do galilejskich wsi i miasteczek. Wzywa do ufności. Duch Święty włoży w ich usta odpowiednie słowa. My też ufajmy i podejmujmy wielkodusznie trudy świadczenia o Bożej sprawie.

Słowa Ewangelii według Świętego Mateusza
Jezus powiedział do swoich Apostołów: «Miejcie się na baczności przed ludźmi. Będą was wydawać sądom i w swych synagogach będą was biczować. Nawet przed namiestników i królów będą was wodzić z mego powodu, na świadectwo im i poganom.
Kiedy was wydadzą, nie martwcie się o to, jak ani co macie mówić. W owej bowiem godzinie będzie wam poddane, co macie mówić. Gdyż nie wy będziecie mówili, lecz Duch Ojca waszego będzie mówił przez was.
Brat wyda brata na śmierć i ojciec syna; dzieci powstaną przeciw rodzicom i o śmierć ich przyprawią. Będziecie w nienawiści u wszystkich z powodu mego imienia. Lecz kto wytrwa do końca, ten będzie zbawiony».
Oto słowo Pańskie.


KATECHEZA
LITURGIA
WPROWADZENIE


Ze spadochronu do Karmelu

„Wiemy przecież, że tym, którzy kochają Boga i którzy zostali powołani zgodnie z Jego wcześniejszym zamysłem, wszystko służy dla ich dobra” (Rz 8,28).
Bramy karmelu bosego przekroczyłem w lutym 1998 r. Obecnie posługuję w Sanktuarium św. Józefa w Wadowicach.
Pochodzę z Lublina. Tu się urodziłem i wychowałem. Po ukończeniu szkoły zacząłem pracę w lubelskiej Fabryce Samochodów Ciężarowych. W 1989 r. zostałem powołany do wojska. Służyłem w jednostkach w Bielsku-Białej i Krakowie. Podczas poboru zaznaczyłem, że chciałbym zostać włączony do desantu. Nie wyobrażałem sobie innego rodzaju służby. Marzyłem o skakaniu ze spadochronem. Wysłano mnie więc na badania i kurs do Krosna. Tam oddałem trzy pierwsze skoki. Po kilku miesiącach otrzymałem przydział do 10 Batalionu Powietrzno-Desantowego w Krakowie. Strach poczułem dopiero przy czwartym skoku. Podczas pierwszych trzech towarzyszyła mi ciekawość. Najpierw skakaliśmy z samym spadochronem, potem z bronią, maską i zasobnikiem. Do dziś pamiętam nocne skoki na Pustyni Błędowskiej. Wyskakiwaliśmy z tyłu samolotu, bez świateł, mając przy sobie tylko latarkę. Powtarzano nam, żeby nie patrzeć w ziemię, ale na horyzont. Skakaliśmy z wysokości 800 m.

Początek ze św. Teresą Benedyktą od Krzyża

Służbę ukończyłem w 1991 r. Po wojsku znów trafiłem do fabryki samochodów. Trzy lata później dołączyłem do wspólnoty oazowej dla młodzieży pracującej. Należałem do niej przez cztery lata. Spotykaliśmy się przy klasztorze karmelitów bosych w Lublinie. Nie było to jednak moje pierwsze zetknięcie z Karmelem. Jako 17-latek sięgnąłem po książkę o Edycie Stein. Zaciekawiłem się tym, o czym pisała późniejsza św. Teresa Benedykta od Krzyża, choć przyznaję, że zmroziła mnie jej fascynacja surowością Karmelu. Edyta Stein pisała o zakonnej celi jako o niebie (łac. „caelum” oznacza niebo). Pamiętam, że kiedy to przeczytałem, szybko zamknąłem książkę i odłożyłem ją na półkę (śmiech). Dziś, patrząc na celę św. Rafała Kalinowskiego w Wadowicach, jeszcze mocniej rozumiem słowa Edyty Stein. W tym pomieszczeniu są tylko łóżko, biurko i piec kaflowy. Potem ta Święta stała się dla mnie towarzyszką na drodze powołania.

Masz powołanie!
W 1997 r. wziąłem udział w rekolekcjach powołaniowych w Zakonie Karmelitów Bosych w Czernej k. Krakowa. Po powrocie do domu zacząłem codziennie odmawiać litanię do Matki Bożej i św. Józefa. W ten sposób prosiłem o Boże światło i o potwierdzenie, czy moim powołaniem jest życie zakonne. To był przełomowy okres. Doświadczyłem wewnętrznej przemiany. Jakiś czas później otrzymałem zaproszenie, by przybyć do klasztoru z dokumentami. Potraktowałem to jako wyraźny znak.
W tamtym czasie rozeznawania powołania od pewnego ojca zakonnego usłyszałem jeszcze, że: „Pan Bóg powołuje nie tylko do zakonu czy kapłaństwa, ale także do konkretnej formy życia, On daje konkretną drogę i charyzmat”. Znów zrozumiałem, że moim celem jest karmel bosy, choć interesowałem się także innymi zgromadzeniami. Od dziecka pociągało mnie wszystko, co związane z Kościołem i kapłaństwem. Od zawsze chciałem służyć Bogu, choć myślałem także o założeniu rodziny. Jako oazowicz codziennie uczestniczyłem we Mszy św. i odmawiałem Liturgię godzin. Kiedy od znajomego diakona usłyszałem, że „mam powołanie”, bardzo mnie to dotknęło i poruszyło. Pamiętam, że poszedłem wtedy do kaplicy szpitalnej przy ul. Jaczewskiego w Lublinie; czułem radość i zaskoczenie. Potem jeszcze nie raz pytano mnie o to, czy nie chciałbym zostać księdzem lub zakonnikiem. Początkowo wzbraniałem się, ale potem szukałem swojej drogi jeszcze mocniej. Będąc w oazie przy karmelu bosym, zacząłem coraz bardziej interesować się św. Janem od Krzyża i św. Teresą Benedyktą od Krzyża.
Rodzice dowiedzieli się o moich zamiarach przez przypadek i to nie ode mnie. Patrzyli na zakon przez pryzmat stereotypów, ale na szczęście nie doświadczyłem z ich strony ostrego sprzeciwu.

Posługa wśród ludzi
Po nowicjacie, który odbywałem w Czernej, pozostałem w tej wspólnocie jeszcze przez rok i pomagałem w ogrodzie. Potem pracowałem w Chrzanowie i Krakowie. Przez kolejne 11 lat posługiwałem na furcie w Czernej, przyjmując pielgrzymów i interesantów oraz odbierając telefony. Od blisko czterech lat robię to samo w domu w Wadowicach.
Cieszę się, że należę do Rodziny Karmelitańskiej. Tą drogą chcę kroczyć dalej. Osobom, które rozeznają powołanie, polecam modlić się o Boże światło i mieć stałego spowiednika. Kierownik duchowy też bardzo się przydaje, bo w pojedynkę trudno rozstrzygać takie sprawy. Dużo daje świadectwo i wsparcie osób, które Bóg stawia na naszej drodze. Ich modlitwa pomaga w rozeznawaniu. Zalecam też regularną spowiedź (przynajmniej raz w miesiącu) i cierpliwe czekanie na to, co powie lub podpowie nam Pan Bóg. On może naprawdę zaskoczyć!

Brata Dariusza Marii od Ducha Świętego wysłuchała Agnieszka Wawryniuk