NR 6 / 2019 – 4 NIEDZIELA ZWYKŁA

WPROWADZENIE
KATECHEZA
LITURGIA


Źródło siły niewyczerpanej

Słyszy się niekiedy zdanie, że „tam, gdzie kończą się ludzkie możliwości, tam zaczyna się wiara”. To zdanie, niewątpliwie jest zgodne z Ewangelią, ale to nie wiara jest źródłem siły, a miłość, do której wiara nas prowadzi.
Widząc osobę heroicznie poświęconą pielęgnacji kogoś ciężko chorego pytamy niekiedy „skąd ona/on ma tyle siły?” Ale nie gorliwość i zapał, które fascynują, tylko wytrwałość, która wzrusza są dowodem prawdziwej siły.
Niezwyciężoną warownią i murem ze stali są ci, którzy miłują wbrew okolicznościom. Najpełniej i najprawdziwiej pokazują Pana Boga, ci, którzy umieją wytrwać w przeciwnościach, bo nie z własnej siły czerpią, tylko z siły Miłości. Pan Jezus nie przestał kochać tych, którzy Go osądzili i ukrzyżowali, czyli umiał dobrze życzyć tym, którzy Go niesprawiedliwie krzywdzili.
Oczywiście, w miłości jest wiele chwil radosnych, wywołujących poczucie szczęścia, ale nie takie chwile przekonują miłości. Właśnie wtedy miłość przekracza możliwości człowieka, gdy jest niezłomna, gdy ktoś szuka dobra osoby, która pobłądziła, osoby, która świadomie wybiera zło. Taka miłość przekracza możliwości człowieka, ale… jest dla nas dostępna, bo taka właśnie miłość „nie do zdarcia” jest darem Pana Boga.
Warto posłuchać Kościoła, który pokazuje nam osoby żyjące taką miłością, warto poznawać postacie świętych i błogosławionych, bo są czytelnym znakiem Miłości danej przez Stwórcę i Zbawiciela.
Ten, kto taki dar rozpozna i przyjmie zawsze przejdzie bezpiecznie pośród nieprzyjaciół, jak Pan Jezus w dzisiejszej ewangelii. O ten dar trzeba się modlić. Codziennie.

ks. Zbigniew Kapłański


LITURGIA
KATECHEZA
WPROWADZENIE


Jezus Chrystus nie otrzymał od Ojca zapewnienia obrony wśród niebezpieczeństw życia, jakie usłyszał przy swym powołaniu prorok Jeremiasz. Swemu Synowi Bóg nie obiecywał tyle, ile swemu ludzkiemu posłańcowi. Nie znaczy to, że Go nie kochał, nie przeżył męki swego Syna. Miłość oznacza wierne trwanie przy kimś, a nie chronienie go od cierpienia, jak uczy nas św. Paweł Apostoł.

PIERWSZE CZYTANIE (Jr 1, 4-5. 17-19)

Prorok Jeremiasz otrzymał bardzo trudne powołanie, musiał bowiem swym rodakom przekazać zapowiedź nieuchronnej katastrofy. Bał się tego zadania i wielokrotnie załamywał się pod jego ciężarem. Dlatego przy posłaniu go z tym przesłaniem, Bóg zapewnia, iż będzie go bronił i da mu siłę. Nie uwalnia go od kłopotów, cierpień i niebezpieczeństw, ale pomaga przejść trudną drogę.

Czytanie z Księgi proroka Jeremiasza
Za panowania Jozjasza Pan skierował do mnie następujące słowo: «Zanim ukształtowałem cię w łonie matki, znałem cię, nim przyszedłeś na świat, poświęciłem cię, prorokiem dla narodów ustanowiłem cię.
Ty zaś przepasz biodra, wstań i mów wszystko, co ci rozkażę. Nie lękaj się ich, bym cię czasem nie napełnił lękiem przed nimi.
A oto Ja czynię cię dzisiaj twierdzą warowną, kolumną żelazną i murem ze spiżu przeciw całej ziemi, przeciw królom judzkim i ich przywódcom, ich kapłanom i ludowi tej ziemi.
Będą walczyć przeciw tobie, ale nie zdołają cię zwyciężyć, gdyż Ja jestem z tobą – mówi Pan – by cię ochraniać».
Oto słowo Boże.

PSALM RESPONSORYJNY (Ps 71,1-2. 3-4a.5-6ab.15ab i 17)
Każda istota żywa odczuwa potrzebę bezpieczeństwa jako jedną z najbardziej podstawowych. Modlitwa o to, by Bóg uchronił nas od zagrożeń i niebezpieczeństw, jest czymś naturalnym. Nie może ona stać się jednak ukrytym ale rzeczywistym wyborem konformizmu i usprawiedliwieniem naszego tchórzostwa. Prośba o zachowanie od dotykającego nas cierpienia musi iść w parze z prośbą o dzielność w momencie próby.

Refren: Będę wysławiał pomoc Twoją, Panie.

W Tobie, Panie, ucieczka moja, *
niech wstydu nie zaznam na wieki.
Wyzwól mnie i ratuj w Twej sprawiedliwości, *
nakłoń ku mnie ucho i ześlij ocalenie.

Bądź dla mnie skałą schronienia *
i zamkiem warownym, aby mnie ocalić,
bo Ty jesteś moją opoką i twierdzą. *
Boże mój, wyrwij mnie z rąk niegodziwca.


Bo Ty, mój Boże, jesteś moją nadzieją, *
Panie, Tobie ufam od młodości.
Ty byłeś moją podporą od dnia narodzin, *
od łona matki moim opiekunem.


Moje usta będą głosiły Twoją sprawiedliwość *
i przez cały dzień Twoją pomoc.
Boże, Ty mnie uczyłeś od mojej młodości *
i do tej chwili głoszę Twoje cuda.

DRUGIE CZYTANIE (1 Kor 12, 31 – 13, 13)
Poza miłością jest banał i miałkość, które nie są w stanie nadać życiu wartości i smaku. Nie ma dla człowieka alternatywy dla miłości, która pozwoliłaby zachować ludzką godność, sens prawdziwie ludzkiego życia. Miłość jest więc koniecznością, nie luksusem czy heroizmem. Miłość jest dla każdego człowieka, nie dla wyjątkowych szczęściarzy. Ale miłość to nie tylko związek dwojga ludzi.

Czytanie z Pierwszego Listu Świętego Pawła Apostoła do Koryntian
Bracia:
Starajcie się o większe dary, a ja wam wskażę drogę jeszcze doskonalszą.
Gdybym mówił językami ludzi i aniołów, a miłości bym nie miał, stałbym się jak miedź brzęcząca albo cymbał brzmiący. Gdybym też miał dar prorokowania i znał wszystkie tajemnice, i posiadał wszelką wiedzę i wiarę miał tak wielką, iżbym góry przenosił, a miłości bym nie miał – byłbym niczym. I gdybym rozdał na jałmużnę całą majętność moją, a ciało wystawił na spalenie, lecz miłości bym nie miał, nic mi nie pomoże.
Miłość cierpliwa jest, łaskawa jest. Miłość nie zazdrości, nie szuka poklasku, nie unosi się pychą; nie jest bezwstydna, nie szuka swego, nie unosi się gniewem, nie pamięta złego, nie cieszy się z niesprawiedliwości, lecz współweseli się z prawdą. Wszystko znosi, wszystkiemu wierzy, we wszystkim pokłada nadzieję, wszystko przetrzyma.
Miłość nigdy nie ustaje, nie jest jak proroctwa, które się skończą, albo jak dar języków, który zniknie, lub jak wiedza, której zabraknie. Po części bowiem tylko poznajemy i po części prorokujemy. Gdy zaś przyjdzie to, co jest doskonałe, zniknie to, co jest tylko częściowe.
Gdy byłem dzieckiem, mówiłem jak dziecko, czułem jak dziecko, myślałem jak dziecko. Kiedy zaś stałem się mężem, wyzbyłem się tego, co dziecinne.
Teraz widzimy jakby w zwierciadle, niejasno; wtedy zaś ujrzymy twarzą w twarz. Teraz poznaję po części, wtedy zaś będę poznawał tak, jak sam zostałem poznany.
Tak więc trwają wiara, nadzieja, miłość – te trzy: największa z nich jednak jest miłość.
Oto słowo Boże.

ŚPIEW PRZED EWANGELIĄ (Por. Łk 4, 18)
Aklamacja: Alleluja, alleluja, alleluja.
Pan posłał Mnie, abym ubogim niósł dobrą nowinę,
więźniom głosił wolność.
Aklamacja: Alleluja, alleluja, alleluja.

EWANGELIA (Łk 4, 21-30)
Gdy lekarz idzie do przychodni, poradni szpitalnej czy na szpitalny oddział ratunkowy jest jednym z pacjentów. Może bardziej niespokojnym, bo wie lub domyśla się, w jakim może być niebezpieczeństwie. Wobec zła świata Jezus Chrystus nie jest takim chorym lekarzem. Gdy mówi o zbawieniu, czyni to nie jak jeden z potrzebujących go, ale jako Zbawiciel. Uwierzyć w Chrystusa można dopiero wtedy, gdy zobaczy się w Nim nie tylko brata w człowieczeństwie, ale Boga Prawdziwego.

Słowa Ewangelii według Świętego Łukasza
Kiedy Jezus przyszedł do Nazaretu, przemówił do ludu w synagodze:
«Dziś spełniły się te słowa Pisma, które słyszeliście». A wszyscy przyświadczali Mu i dziwili się pełnym łaski słowom, które płynęły z ust Jego. I mówili: «Czy nie jest to syn Józefa?».
Wtedy rzekł do nich: «Z pewnością powiecie Mi to przysłowie: Lekarzu, ulecz samego siebie; dokonajże i tu, w swojej ojczyźnie, tego, co wydarzyło się, jak słyszeliśmy, w Kafarnaum».
I dodał: «Zaprawdę powiadam wam: Żaden prorok nie jest mile widziany w swojej ojczyźnie. Naprawdę mówię wam: Wiele wdów było w Izraelu za czasów Eliasza, kiedy niebo pozostawało zamknięte przez trzy lata i sześć miesięcy, tak że wielki głód panował w całym kraju; a Eliasz do żadnej z nich nie został posłany, tylko do owej wdowy w Sarepcie Sydońskiej. I wielu trędowatych było w Izraelu za proroka Elizeusza, a żaden z nich nie został oczyszczony, tylko Syryjczyk Naaman».
Na te słowa wszyscy w synagodze unieśli się gniewem. Porwawszy się z miejsc, wyrzucili Go z miasta i wyprowadzili aż na urwisko góry, na której zbudowane było ich miasto, aby Go strącić. On jednak, przeszedłszy pośród nich, oddalił się.
Oto słowo Pańskie.


KATECHEZA
LITURGIA
WPROWADZENIE


Pieśń ocalenia

Historia Agnieszki jest pieśnią ocalenia. Ta delikatna, ciepła kobieta – z twarzy której bije pokój, a głos zarówno koi, jak i dodaje energii – pokazuje, że prawdziwa siła i waleczność kobiety ma swoje źródło w Bogu.
„Mój tata był aktywnym alkoholikiem, więc mama, żeby nas ratować, opuściła go i mieszkałyśmy we dwie. Obrazy z mojego dzieciństwa nadal są w mojej głowie. Miały bardzo duży wpływ na późniejsze moje funkcjonowanie.
Agnieszka od wczesnej młodości kochała muzykę. Ale jej marzenia legły w gruzach. „Miałam jasno sprecyzowane plany na życie związane z muzyką, ze śpiewaniem – opowiada. – Kiedy byłam na studiach, zaczęłam je bardzo konkretnie realizować. Wymarzona szkoła, wymarzony nauczyciel i… niepokojący szmer w głosie – w klasycznym śpiewie niedopuszczalny. Po serii badań otrzymałam diagnozę lekarską. To był koniec. Życie zaczęło mi się rozsypywać. Na szczęście wokół mnie byli dobrzy ludzie i dobrzy kapłani”.
Agnieszka musiała zrezygnować z nauki śpiewu i zacząć walkę o samą siebie. Wstąpiła do wspólnoty i przyjęła kierownictwo duchowe. W tym trudnym dla niej momencie zupełnie nieoczekiwanie otrzymała propozycję pracy…
Nie tylko praca stała się dla Agnieszki drogą do ocalenia. Uzdrawiające było dla niej również poznanie swojego przyszłego męża i jego rodziny. Dzięki nim doświadczyła wiele ciepła i miłości. Wydawało się, że dziewczyna podnosi się, a wszystko zdaje się iść ku lepszemu, jednak w jej życiu pojawił się kolejny kryzys.
„Problem wrócił, kiedy zaczęły przychodzić na świat nasze dzieci – kontynuuje Agnieszka. – Dzieci bardzo nam chorowały. Tarzałam się po ziemi z poczuciem winy, że wszystko robię nie tak, że nie potrafię być matką, że nie umiem mężowi ani dzieciom zapewnić ciepła rodzinnego”.
Agnieszka po raz kolejny rozpoczęła pracę nad sobą… „Zaczęłam pisać psalmy, bo w nich zawarta jest cała gama uczuć. Muzykę do tekstów pisałam wtedy dla siebie, do szuflady, bez planów”.
Później Agnieszka zaczęła koncertować. Mimo że zalecenie lekarskie się nie zmieniło, z jej głosem nic się nie działo, wręcz przeciwnie, nabierał blasku i barwy, której wcześniej nie miał.
A następnie nagrała płytę. „Opowiada o tym, jak byłam na dnie, jak z tęsknotą czekałam na Pana, który mnie wyzwolił. Na koncertach mówię, że moje życie jest dowodem na istnienie Boga i dowodem, że On jako osoba jest obecny w życiu każdego człowieka, jeśli ten tylko Mu na to pozwoli.

Dorota M. Bielawska
Dzielne kobiety
Edycja Świętego Pawła, Częstochowa 2018